Rafał Kmita nie jest despotą
dodano: 2010-01-20
Rozmowa z Krzysztofem Pluskotą, artystą z Grupy Rafała Kmity
- W Polkowicach zaprezentowaliście program o dość enigmatycznym tytule „Dość". Skąd taki tytuł?
- Tytuł wynika z tego, co dzieje się wokół nas. My wnikliwie obserwujemy rzeczywistość, która nas otacza i staramy się ujmować ją w formę kabartową. Ten program to jest efekt długotrwałych obserwacji polskiej obyczajowości, ale nie tylko. Skecze dotykają wielu sfer codziennego życia Polaków. Chodziło głównie o to, by każdy człowiek oglądając ten program znalazł w nim część swojego codziennego życia. Mam nadzieję, że zamierzony efekt udało się nam osiągnąć, ale od oceny tego, czy tak się stało są widzowie.
- Pan, niemal od samego początku współtworzy Grupę Rafała Kmity, jak wygląda praca nad kolejnymi programami. Czy to prawda, że Kmita to niezwykle pedantyczny perfekcjonista?
- Od samego początku jest tak, że Rafał pisze i układa scenariusz każdego z programów. Zarys ogólnej koncepcji jest jego autorstwa. Jednak my, jako aktorzy mamy duży wpływa na ostateczny kształt każdego programu. W trakcie prób każdy z nas ma swoje indywidualne pomysły, które przedkłada Rafałowi oraz pozostałym artystom. Nad tymi pomysłami rozmawiamy, konsultujemy się, zastanawiamy. To nie jest tak, że Rafał jest despotą uważającym, że ma monopol na jedynie słuszne rozwiązania. Pozostawia nam spory margines swobody działań artystycznych. Każdy z nas dokłada swoją cegiełkę do tego, jak wygląda każdy program. Chociaż należy pamiętać, że odpowiedzialność za całość spoczywa na barkach Rafała, który firmuje swoim nazwiskiem nasze wspólne dokonania.
- A co z tą chorobliwą dokładnością?
- Każdy z nas niestety bądź stety cierpi na tę chorobę. Czy wynika to z tego, że Rafał przywiązuje dużą wagę do każdego, najdrobniejszego nawet szczegółu. Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym. Ludzie tworzący Grupę współpracują ze sobą od wielu lat. Co prawda skład jest płynny, ale jest kilka osób, które tkwią w tym przedsięwzięciu od wielu lat. Każdy z nas jest pasjonatem tego, co robi. Każdy chce wypaść w kolejnych przedstawieniach na tyle dobrze, by być maksymalnie zadowolonym. Ta swoista perfekcja, którą zresztą niektórzy nam zarzucają, jest swoistym spoiwem łączącym Grupę.
- Wspomniał pan o tym, że skład jest płynny. Jak można dostać się do Grupy Rafała Kmity?
- Z nami jest tak, że zdecydowana większość z nas ma korzenie w krakowskiej Szkole Teatralnej. W różnych latach kończyliśmy studia. Ja trafiłem do Grupy 11 lat temu. Zaprosił mnie Darek Starczewski, który studiował kilka lat wcześniej, a z Rafałem Kmita współpracuje od samego początku istnienia Grupy, tj. od 17 lat. W ten sposób, swoistą pocztą pantoflową, dowiadujemy się, czy na kolejnych rocznikach studiują osoby, które mogłyby pasować do naszej koncepcji pracy, wizji artystycznej. Następnie organizujemy casting i decydujemy, czy ktoś jest na tyle dobry, aby znaleźć się u nas.
- Co jest takiego w Grupie Rafała Kmity, że potrafi ona od 17 lat bawić Polaków i przyciągać na swoje występy rzesze widzów?
- Jesteśmy grupą, która cały czas się rozwija. Dzięki temu, że co jakiś czas pojawiają się nowe osoby mamy świeże spojrzenie. Poza tym, my naprawdę lubimy to, co robimy, a to już połowa sukcesu. Atmosfera podczas pracy jest wspaniała, wszyscy są sympatyczni, dogadujemy się bardzo dobrze. To chyba widać i słychać na scenie.
Konrad Kaptur
|